Zgoła odmiennie wyobrażali sobie kibice Pogoni
pierwszy mecz, mimo, że do Lęborka na inauguracje sezonu 2007/2008 przyjechał
niedawny jeszcze czwartoligowiec. W szeregach Pogoni zabrakło kogoś tak
skutecznego, jak napastnik Krzysztof Pijanowski, który dwoma trafieniami
przesądził o końcowym rezultacie i to goście, zapewne sami zaskoczeni takim
rozstrzygnięciem, mogą cieszyć się z kompletu punktów.
W porównaniu z wyjściowym zestawieniem , jakie często
oglądaliśmy w poprzednich rozgrywkach, doszło wręcz do rewolucyjnych zmian. Siedmiu
sprowadzonych latem zawodników rozpoczęło mecz od pierwszego gwizdka.
Szczególnie defensywa uległa gruntownemu przeobrażeniu. O ile istniały obawy o
strzelanie goli, tak o zabezpieczenie dostępu do bramki Tomaszewicza mogliśmy
ich mieć dużo mniej.
Początek meczu to nieśmiałe ataki gospodarzy,
zakończone strzałami, które nie znalazły drogi do siatki. Najbliżej sukcesu był
Radosław Walkusz w 7 minucie, ale z kilku metrów fatalnie skiksował. W 10
minucie jeden z dwóch napastników Robert
Żółtowski pociągnął z piłką pod pole karne, po czym wycofał ją w kierunku
nadbiegającego Górskiego, którego uderzenie Skiba sparował na rzut rożny. W
krótkim odstępie czasu próbowali jeszcze z dystansu Tkaczenko i Łapigrowski,
ale obaj bez powodzenia.
W odpowiedzi jeden z zawodników gości zdecydował się
na dośrodkowanie, po którym piłka zmierzała w „okienko" i tylko przytomna
interwencja Tomaszewicza uratowała nas od straty gola. Do końca pierwszej
połowy oglądaliśmy jeszcze kilka prób w wykonaniu m.in. Łapigrowskiego i
Kołodziejskiego, jednak to ustczanie mogli schodzić na przerwę z prowadzeniem.
W 46 minucie w zamieszaniu w polu karnym Tkaczenko nie upilnował Iwańskiego i
ten z kilku metrów strzelił mocno, ale refleksem na linii bramkowej błysnął
Tomaszewicz.
Na początku drugiej odsłony już nie mieliśmy tyle
szczęścia. Bohater spotkania Pijanowski okazał się wyraźnie szybszy od
pilnującego go Tkaczenki i uderzeniem przy dalszym słupku dał Jantarowi
prowadzenie. W tej sytuacji zabrakło asekuracji. Takiego obrotu sprawy nikt się
nie spodziewał. Mimo, że gospodarze byli częściej w posiadaniu piłki, to
brakowało im pomysłu na przedostanie się pod bramkę Skiby. Po godzinie gry
Kaszuba mógł zdobyć drugiego gola dla przyjezdnych, ale z kilku metrów uderzył
tyle mocno, co niecelnie. W 68 minucie, gdyby nie Tymoteusz Małecki, który
zdecydowaną interwencją przerwał kontrę Kaszuby i Pijanowskiego, mogło być już
po meczu.
Tymczasem po sprytnym uderzeniu Roberta Mądrzaka w 73
minucie zza pola karnego piłka minimalnie przeszła obok słupka. W 77 minucie
zamiast remisu przegrywaliśmy już różnicą dwóch goli. Obrońcy nie zdołali
upilnować Pijanowskiego, a ten precyzyjnym strzałem nie dał szans
Tomaszewiczowi. Blisko kontaktowego gola było w 85 minucie, kiedy po uderzeniu
Żuchowskiego Skiba odbił piłkę, a przy dobitce futbolówka przeszła tuż obok
słupka.W doliczonym czasie gry Tkaczenko trafił z rzutu karnego, ale była to
tylko korekta wyniku.