PIAST: Rafalski, Wójcik (57'Bilicki), B.
Nartowski, Karpowicz, Urbaniak, Maciej Przyszlak, Łukaszuk, Kałdowski
(64'Zabrocki), Kaźmierczak, Stalka, Czarnowski
Skromnym, ale zasłużonym zwycięstwem
Pogoni zakończył się mecz z Piastem Człuchów. Bramkę na wagę trzech punktów
strzelił Radosław Sulima już w 17 minucie, po wspaniałym rajdzie i dokładnym
dośrodkowaniu Damiana Mielewczyka. Potwierdziła się prawda, że młoda drużyna
Piasta, do której być może należy przyszłość, gra przeciętnie na obcych boiskach
i po tej porażce raczej może zapomnieć o uzyskaniu awansu w tym sezonie. Nawet
po utracie gola goście nie zmienili sposobu gry, a Pogoń stworzyła sobie
jeszcze dogodne okazje do podwyższenia prowadzenia.
Trener Andrzej Małecki nie mógł
skorzystać w tym meczu z usług Tymoteusza Małeckiego i kapitana drużyny
Grzegorza Górskiego. Z tego powodu do drugiej linii został przesunięty Patryk
Małecki, a jego miejsce w obronie zajął nominalny prawy pomocnik Łukasz
Łapigrowski. Dodatkowo już w 6 min. kontuzjowanego Sebastiana Kurdziela zmienił
Łukasz Kołodziejski. W 10 min. na uderzenie zza pola karnego zdecydował się
Tomasz Kijek, ale z piłką zmierzającą w „okienko" nie miał kłopotów dobrze
ustawiony Rafalski. Także akcja w 17 minucie nie zwiastowała powodzenia. Obrońcy
Pogoni długo wymieniali między sobą podania, licząc na wciągnięcie rywala na
własną połowę i możliwość kontrataku. Nie do końca tak wyszło, jednak w końcu
piłka trafiła do ustawionego przy bocznej linii Mielewczyka, a ten zdecydował
się na rajd niemal od linii środkowej, minął dwóch obrońców i dokładnie
dośrodkował do nie najwyższego, w porównaniu z bramkarzem i obrońcami Piasta,
Sulimy, który głową trafił do siatki. Strata gola nie wywołała u gości
szczególnej determinacji i mieli oni sporo kłopotów z przedostaniem się pod
bramkę Tomaszewicza, czy to po akcjach zespołowych, czy po indywidualnych staraniach.
Groźnie było w 27 min., kiedy Stalka ograł Kijka i strzelił na tyle mocno, że
bramkarz Pogoni tylko wybił piłkę. Drugą dogodną okazję w pierwszej połowie
goście stworzyli w 34 min., kiedy Karpowicz uderzając z rzutu wolnego z ok. 22
m, zmusił Tomaszewicza do efektownej parady. Jeszcze przed gwizdkiem na przerwę
gospodarze trzykrotnie niepokoili człuchowską defensywę. Najpierw podawał
Tkaczenko do Sulimy, ale po jego strzale był tylko rzut rożny, po którym
Łapigrowski kopnął wysoko za obrońców i piłka trafiła do Mielewczyka. Jego
mocny, plasowany strzał Rafalski zdołał tylko skierować za końcową linię. Po
chwili Patryk Małecki próbował zdobyć swoją dziesiątą bramkę, ale po uderzeniu
z dystansu piłka minęła spojenie. Już w doliczonym czasie gry Mielewczyk trafił
do siatki po świetnym podaniu Kijka, jednak sędzia dopatrzył się pozycji
spalonej, z czym nie mogli pogodzić się lęborczanie.
Mielewczyk
mógł wpisać się na listę już po przerwie. Dużo przypadku było w tym, że
otrzymał piłkę i być może to spowodowało, iż mając przed sobą tylko bramkarza,
dał mu szansę na skuteczną obronę. Goście dokonywali kolejnych zmian, które niewiele
wnosiły. Żółtą kartkę za próbę wymuszenia „jedenastki" obejrzał Czarnowski. Po
dośrodkowaniu z rzutu wolnego Tkaczenki w 67 min., Eliasz Iwosa był bliski
zdobycia bramki po uderzeniu głową. Trzy minuty później Sulima, mając przed
sobą tylko bramkarza, trafił w niego. Chwilę potem na desperacki strzał z ok.
30 m skusił się Karpowicz. Ostatnią akcję, po której Piast miał szansę wyrównać
stan meczu, oglądaliśmy w 86 min. Po złym podaniu Patryka Małeckiego goście
wyprowadzili kontratak, który zakończył się już w polu karnym. Na szczęście
Tomaszewicz jak zwykle nie zawiódł, broniąc strzał, ale dobitkę przypłacił
urazem dłoni, po brutalnym wejściu jednego z przyjezdnych. W tym momencie
trener Małecki wykorzystał już limit zmian. Końcowe minuty meczu, zamiast
obfitować w szaleńcze próby odrobienia strat przez gości, przyniosły kilka
niezłych okazji dla Pogoni. W 89 min. Łukasz Kołodziejski wyłożył piłkę rzadko
pojawiającemu się na murawie Arturowi Rosińskiemu, ale jego uderzenie bramkarz
z trudem, końcami palców, wybił za linię końcową. Zaraz potem P. Małecki
rozpoczął kontrę, którą bez pardonu zakończył Przyszlak, za co ujrzał żółty
kartonik. Zanim rozległ się końcowy gwizdek Tkaczenko dośrodkował jeszcze na
głowę Iwosy, ale ponownie nie potrafił on trafić do siatki.