|
I kolejka IV ligi, 06.08.2011
Pogoń Lębork – Wietcisa Skarszewy 4:1 (2:1)
- Bramki: 1:0, 2:0 Oskar Jasiński
(10 – rzut karny, 30 - głową), 2:1 samobójczy, 3:1 Ernest Skórka (51), 4:1 Adam
Wolszlegier (89)
Pogoń: Michał Skrzypczak – Szymon
Bach, Łukasz Godlewski, Oskar Jasiński (kapitan), Andrzej Kołucki – Ernest
Skórka (90 Paweł Szutenberg), Grzegorz Kowalski, Krzysztof Witkowski (74
Bartosz Haraszczuk), Adam Wolszlegier – Kacper Markowski (65 Mateusz
Stankiewicz) – Grzegorz Smolarek II (12 Bartosz Żmudzki)
Wietcisa: Daniel Szczygielski –
Piotr Bucholc (60 Mateusz Glanert), Grzegorz Bronk, Marcin Drews, Adrian
Prabucki, Karol Cablewski (55 Mateusz Szefer), Adam Litwinko (70 Tomasz Trapp),
Piotr Runowski, Mateusz Wenta, Aleksander Peta (70 Bartłomiej Trzoska), Mateusz
Dawidowski
Żółte kartki: Bach (2), Witkowski
(Pogoń) – Runowski, Trzoska
Sędziowie: Jacek Grzybek oraz
Dariusz Stencel, Piotr Falitarski
Obserwator: Tadeusz Tama
Inauguracja w
Lęborku zakończyła się wysokim zasłużonym, zwycięstwem Pogoni, choć początek
mógł zwiastować katastrofę. Goście od 7 minuty grali z przewagą zawodnika po
tym, jak w ciągu kilkudziesięciu sekund Szymon Bach otrzymał dwie żółte kartki
i musiał opuścić murawę. Ta sytuacja nie zdeprymowała lęborczan i czterokrotnie
znaleźli drogę do bramki gości. Przy wszystkich golach, nawet przy jedynym
trafieniu dla gości, udział miał Adam Wolszlegier. Ale o tym w dalszej części.
W upalne,
sobotnie popołudnie o godzinie 17 sędzia Jacek Grzybek dał sygnał do
rozpoczęcia gry. Pogoń po dwóch latach przerwy wróciła do IV ligi. Dla
lęborczan ten mecz stał pod znakiem debiutów. To było pierwsze spotkanie dla
Romana Rubaja w roli trenera drużyny czwartoligowej. Z zawodników z
podstawowego składu na tym szczeblu debiutował 17-letni Szymon Bach i co ciekawe,
dużo starszy i bardziej doświadczony 24-letni kapitan Oskar Jasiński. Obaj są
wychowankami Pogoni, podobnie jak debiutanci, którzy pojawili się na murawie w
trakcie gry. Pierwsze oficjalne występy w barwach lęborskiego klubu zaliczyli
także Ernest Skórka i Grzegorz Smolarek II, pozyskani przed rozgrywkami, a ten
drugi wcześniej grał już w V lidze i w III, ale nie miał okazji w IV.
Smolarek II
jest napastnikiem i w sobotnim meczu zaczął jako najbardziej wysunięty
zawodnik. Za jego plecami operował Kacper Markowski, król strzelców słupskiej
„okręgówki” w ostatnim sezonie. Miejsce na prawej stronie defensywy zajął
młodziutki Bach, tym bardziej, że jego konkurent do tego miejsca Grzegorz
Smolarek, który był podstawowym prawym obrońcą w V lidze, z przyczyn osobistych
zrezygnował z gry. W rolę prawego pomocnika wcielił się Skórka, a na lewą
flankę został w związku z tym przeniesiony Adam Wolszlegier. Jak pokazały
kolejne minuty meczu, ta zamiana przyniosła świetne efekty.
Zanim jednak
Wolszlegier zaczął swój popis, w 5 minucie doszło do kuriozalnej sytuacji.
Stojący przy linii bocznej jeszcze na własnej połowie Bach, mimo, że nie było
żadnego zagrożenia i nie był naciskany przez rywali zatrzymał piłkę ręką. Można
by to tłumaczyć tremą młodziutkiego zawodnika, ale sędzia nie był wyrozumiały i
ukarał go żółtą kartką. Minęło kilkadziesiąt sekund, kiedy prawy obrońca Pogoni
znalazł się w polu karnym gości i upadł na murawę, po czym domagał się
podyktowania jedenastki. Jacek Grzybek był zupełnie odmiennego zdania i zamiast
oczekiwanej przez Bacha „jedenastki”, odesłał go do szatni z drugą żółtą, a w
konsekwencji czerwoną kartką. Trudno wyobrazić sobie gorszy początek tego
inauguracyjnego spotkania. Perspektywa gry przez większość meczu w osłabieniu,
przy takim upale, mogła zachwiać wiarę w sukces gospodarzy.
Usunięcie prawego obrońcy
pociągnęło za sobą lawinę zmian. Wycofał Smolarka II, wprowadzając
obrońcę Żmudzkiego, a Markowski wrócił do swej pierwotnej roli
pierwszego atakującego. Preferujący grę lewą nogą Żmudzki zajął miejsce z
lewej strony bloku obronnego, a na prawą powędrował Kołucki, a Markowski wrócił do swej pierwotnej roli
pierwszego atakującego. Preferujący grę lewą nogą Żmudzki zajął miejsce z lewej
strony bloku obronnego, a na prawą powędrował Kołucki.
Po tak nieszczęśliwym
początku, szczęście uśmiechnęło się do Pogoni. W 9 minucie lewą stroną
zaatakowała Pogoń. Z piłką w polu karnym znalazł się Wolszlegier: - Obrońca
gości został przeze mnie minięty i wiedziałem, że mam go już na plecach, a że
on lekko wpadł na mnie, więc się przewróciłem.
Arbiter bez
wahania wskazał na jedenasty metr. Wyznaczonym do egzekwowania karnego był w
pierwszej kolejności Markowski, ale scedował ten obowiązek na Jasińskiego, dla
którego nie była to pierwszyzna, bo z dobrym skutkiem czynił to już w
poprzednim sezonie. Także teraz nie pomylił się i pewnym strzałem pod
poprzeczkę zdobył dla Pogoni i dla siebie pierwszego gola w IV lidze.
Grająca w
osłabieniu, ale z pozytywnym wynikiem Pogoń cofnęła się na własną połowę,
oddając większą część boiska i czyhając na okazję do kontrataków. Trzy warte
odnotowania próby odrobienia strat zainicjowali goście. W 19 minucie ich
koronkową, zespołową, akcję już w polu karnym zatrzymał Jasiński. W 26 minucie
drugi ze środkowych obrońców gospodarzy Łukasz Godlewski wybił bez ceregieli z
własnej „szesnastki” piłkę w aut i niektórzy kibice mogli sobie pomyśleć, że
jeszcze za wcześnie na grę na czas i obronę korzystnego wyniku, wszak
przyjezdni nie mieli specjalnie ani pomysłu, ani możliwości na stłamszenie zdyscyplinowanych,
konsekwentnych gospodarzy. W 27 minucie łatwo minięty Żmudzki nie poradził
sobie, a po uderzeniu jednego z gości piłka w niewielkiej odległości minęła
słupek. Minutę później po dalekim wykopie obrońcy Wietcisy na połowę Pogoni
został Kołucki i zamiast przerwania gry z powodu pozycji spalonej, goście
ruszyli na bramkę Pogoni. Nic z tego ataku nie wyszło, bo dośrodkowanie z lewej
strony było za wysokie, aby je zamknąć skutecznym strzałem.
I wtedy podopieczni Rubaja zadali drugi cios.
Do jednej z nielicznych kontr w tym czasie ruszył lewą stroną Witkowski.
Wydawało się, że porwał się z motyką na słońce, bo do pokonania miał
kilkadziesiąt metrów, a przed sobą kilku obrońców, a w sukurs ruszył mu
środkiem tylko lekko spóźniony Markowski. Zanim jednak Witkowski pomyślał o
oddaniu piłki, został sfaulowany. Do piłki podszedł Wolszlegier, a w pole karne
ruszył Jasiński. Dośrodkowanie na głowę stojącego 10 m od bramki kapitana
Pogoni, który tylko lekko przedłużył lot piłki, wystarczyło, żeby ta, ku zaskoczeniu
skonsternowanych rywali, wpadła przy słupku.
Przewaga dwóch
goli to już był kapitał, który pozwalał nieśmiało myśleć o końcowym sukcesie,
ale wystarczyła chwila nieuwagi, i padł gol kontaktowy. W 32 minucie goście
przedarli się prawą stroną, po czym jeden z nich zagrał wzdłuż bramki. Żadnemu
z gospodarzy nie udało się wybić piłki, a na nieszczęście ostatnim, który ją
dotknął był Wolszlegier, czego zresztą nie miał zamiaru ukrywać. - Przy bramce
dla Skarszew to ja ostatni dotknąłem piłkę i niestety padła bramka dla gości.
Do końca
połowy gra się nieco uspokoiła i wyrównała. Dłużej przy piłce byli goście, ale
bez większych efektów, chociaż w 38 minucie piłką wylądowała w siatce Pogoni.
Sędzia wprawdzie odgwizdał pozycję spaloną, jednak zarówno bramkarz Pogoni, jak
i napastnik ze Skarszew „poszli” do końca i Skrzypczak staranował rywala, który
potrzebował pomocy medycznej. W 43 minucie goście oblegali przez dłuższą chwilę
przedpole bramki lęborczan, ale to oblężenie zakończyli strzałem wysoko nad bramką.
Ostatnie słowo przed przerwą należało do naszej drużyny. Kowalski dośrodkował z
rożnego na głowę Jasińskiego, ale ten miał trudną sytuację o piłka pofrunęła
daleko obok bramki.
Na drugą
połowę obie ekipy wyszły bez zmian. Pierwszą groźną akcję stworzyli gospodarze.
W końcowej fazie piłka trafiła do stojącego 10 m na wprost od bramki
Markowskiego, który strzelił wprost w bramkarza. Król strzelców ostatniego
sezonu V ligi złapał się za głowę, bo miał czego żałować. Co się jednak
odwlecze… Sześć minut po przerwie krzyżowe, dalekie podanie, jakich w tym meczu
wykonał wiele, zresztą z różnym skutkiem, wykonał Godlewski na lewą stronę do
Wolszlegiera. Ten jakby niespiesznie, nie zerwał się do sprintu, ale dostojnie,
nieco bezczelnie poczekał na obrońcę, po czym lekko w najłatwiejszy sposób
ograł go, lekko puszczając obok piłkę i zostawiając za plecami. Następnie
rozejrzał się i spod końcowej linii wycofał do Skórki, który nie miał kłopotu
ze skierowaniem jej do siatki. Pomocnik, który przybył z Murkamu Przodkowo,
golem okrasił swój debiut w Pogoni. Skórka błysnął także w 57 minucie. Niemrawe
rozegrana akcja w środku pola zakończyła się stratą piłki. Skórka zerwał się i
na szybkości minął niczym slalomowe tyczki dwóch rywali. Wprawdzie próba
dogrania już w polu karnym nie powiodła się, ale wybita piłka trafiła do
Witkowskiego, któremu jednak strzał zupełnie nie wyszedł. Po tym początku dla
Pogoni, gospodarze trochę się cofnęli, ale to oni kontratakowali częściej i
groźniej. W 62 minucie mocno powalczył w środku o piłkę Kowalski, po czym podał
do Skórki. Jego płaski strzał minął słupek. W 68 minucie gospodarze zaatakowali
środkiem. Wprowadzony chwilę wcześniej za słabiej dysponowanego w tym meczu
Markowskiego Stankiewicz obsłużył prostopadłym podaniem Wolszlegiera, ale jego
kąśliwe uderzenie zewnętrzną częścią stopy także przeszło obok słupka. W 76
minucie na listę strzelców miał szansę wpisać się Stankiewicz. Podanie ze
środka pola Skórki na prawo do Wolszlegiera i ten ostatni wbiegł w
„szesnastkę”, po czym wycofał piłkę na 12 m do Stankiewicza. Wychowanek Pogoni nie
zdecydował się na bezpośrednie uderzenie, ale uwolnił się jeszcze spod opieki
jednego z obrońców, szukając lepszej pozycji i luki dla swojego strzału.
Niestety dla niego piłkę zmierzającą do bramki wybił tuż sprzed linii rywal.
Dziewięć minut przed końcem przed polem karnym pociągany był Stankiewicz. Piłkę
z wolnego z 18 metrów
uderzył Godlewski, ale minęła niewiele bramkę. W pobliżu narożnika pola karnego
Pogoni wolnego mieli też goście, ale i ich próba, choć mocna, to niecelna, i to
dużo bardziej.
Gości dobił
bohater tego meczu Adam Wolszlegier, choć za takiego się nie uważa. - Bohaterem
się nie czuje, gdyż jest to zwycięstwo całej naszej drużyny. Wszyscy na boisku
oddali dużo zdrowia i walki, nawet ci, którzy weszli w drugiej połowie jako
zmiennicy bardzo dobrze wkomponowali się w grę. Mam nadzieje że w Sztumie
będzie tak samo i przywieziemy komplet punktów.
Wychowanek
Celtiku Reda w 89 minucie, w pobliżu linii środkowej, zagrał na prawo do Skórki
tylko po to, żeby zaraz otrzymać podanie zwrotne i popędzić samotnie w pole
karne, nie niepokojony przez obrońców. Będąc już w „szesnastce” z zimną krwią
pokonał bramkarza płaskim strzałem przy bliższym słupku. Po chwili na murawie
pojawił się jeszcze obrońca Szutenberg, który jednak na te ostatnie chwile
został delegowany do napadu.
Dwugłos
trenerski:
Mariusz Majewski, trener
Wietcisy:
Wygrała drużyna lepsza w
dzisiejszym dniu. My, grając w jedenastu przegraliśmy. Opanowali środek pola,
my mieliśmy za dużo strat i błędów indywidualnych. Było u nas trochę zawirowań,
ten okres był szarpany. Na tle Lęborka byliśmy fizycznie słabsi. Pracowaliśmy
do samego końca, bo nie mamy do rozegrania 15 meczy, bo dwie kolejki są
przełożone z wiosny i do tego puchary. O Pogoni wiedziałem, że to zespół młody,
wybiegany, ma dobrego napastnika, i środkowy pomocnik w miarę kumaty.
Roman Rubaj, trener Pogoni:
Najważniejsze dziś było to, że
zespół pokazał w tak trudnych momentach charakter. Przyjemnie było patrzeć, jak
zespół w II połowie gra taktycznie. Szkoda, że w debiucie doszło do czerwone
kartki Bacha, ale widocznie tak musiało być, jest to zawodnik niedoświadczony,
jeszcze musi się dużo uczyć. Jestem pewien, że nie popełni takich błędów na
przyszłość. Musiałem reagować i wprowadzić czwartego obrońcę, ale myślę, że
Grzesiu nie ma do nikogo pretensji, zrozumiał to Na wysokości zadania stanął cały zespół i to
pokazuje, że jesteśmy całością. Chciałem całemu zespołowi pogratulować, bardzo
ważne zwycięstwo. Mam nadzieję, że to jest dobry omen na rozgrywki. Klasą dla
siebie był Adaś Wolszlegier, pokazał doświadczenie, był motorem w działaniach
ofensywnych, jemu należy się największe uznanie i pochwała. Powtarzam jeszcze
raz, chciałbym cały zespół pochwalić. Skarszewy to groźny zespół, jeszcze
dojdzie do siebie, może akurat nie trafili dziś z dobrą formą, zabrakło im
trochę konsekwencji, pomysłu przede wszystkim, trener sobie z tym poradzi.
|